Wyprawa do Mongolii już sama w sobie jest jak wejście do innego świata, świata który znamy tylko z historii o koczownikach z wielkich stepów i Czyngis Khanie. Jeżeli dodamy do tego legendarnego tajmena lub jak kto woli tajmienia, nocowanie w prawdziwych jurtach, koczowanie w namiocie nad wielkimi rzekami w samym sercu wielkiego stepu to otrzymujemy wyprawę dla prawdziwych twardzieli z romantyczną duszą.
Mongolia od dawna słynie z perły jaką jest właśnie tajmień, którego masa może dochodzić nawet do 50 kg, a długość oscylować w okolicach 1,5 metra. To największy z przedstawicieli łososiowatych jakie żyją na naszej planecie. W połowach tajmiena obowiązuje zasada "catch and release" czyli złów i wypuść ze względu na pełną ochronę tego gatunku. Mongolia jest jedynym miejscem występowania tej legendarnej ryby, gdzie jej połów jest dozwolony, oczywiście na powyższych zasadach.
Oprócz tego w mongolskich rzekach występuje cała masa innych gatunków, z których największą uwagę wędkarzy przykuwa lenok - czyli odmiana syberyjskiego pstrąga. Jego przeciętna wielkość to około 50 cm, a zdarzają się i takie potrafiące mieć 70 cm, połów 30-50 sztuk dziennie nie jest rzadkością. Sprawdzona metoda połowu to sucha mucha, co nie wyklucza możliwości połowów metoda spiningową.
Sezon wędkarski w Mongolii trwa niestety krótko, bo od czerwca do września, wtedy pogoda jest w zasadzie gwarantowana, w dzień słonecznie, raczej bez deszczu, temperatury to około 20-30 stopni Celsjusza, noce natomiast chłodne, bo zaledwie kilka stopni powyżej zera, trzeba to mieć na uwadze, zwłaszcza podczas biwaków w namiotach nad rzeką. Poza stolica kraju czyli Ulan Bator nie ma w zasadzie hoteli, czyli na postojach śpimy w jurtach. Przeciętna jurta to namiot na drewnianym stelarzu, a w nim właściwie wszystko co potrzeba koczownikowi, meble, łóżko, koza do palenia i stół. Woda i WC znajdują się na zewnątrz, zresztą sami zobaczcie, czyż nie przytulnie?

